Matka Teresa z Kalkuty Autor: Daria Jewak
Ponad wszelką wątpliwość Matka Teresa z Kalkuty należy do najwybitniejszych postaci całej, niejednokrotnie pohańbionej, historii chrześcijaństwa. Przyjęła imię zakonne Teresa, na cześć Teresy od Dzieciątka Jezus (z Lisieux). Jak wyglądało życie najżyczliwszej "Matki" świata?
Agnes Gonxha Bojaxhiu urodziła się 27 lipca 1910 roku w Skopje, pozostającym wówczas pod władzą turecką. Jej ojciec Kole był zamożnym kupcem i działaczem niepodległościowym, rzekomo otrutym przez przeciwników politycznych. Była jednym z trojga dzieci. Jak sama mówiła, wszystko zaczęło się w 1922r. Uczęszczała do szkoły państwowej. Chociaż chodziła do niekatolickiej szkoły, jednak miała w swoim otoczeniu bardzo dobrych księży, którzy pomagali iść za głosem powołania. Początkowo jako dziewczynka, nie chciała zostać zakonnicą. Dopiero, gdy skończyła osiemnaście lat, zdecydowała się na opuszczenie domu i od tego czasu nigdy nie zwątpiła w to, że postąpiła słusznie. Będąc w szkole, wstąpiła do Sodalicji. W tym czasie jugosłowiańscy jezuici przyjęli propozycję pracy w archidiecezji kalkuckiej. Pierwsza grupa udała się do Kalkuty 30 grudnia 1925r. jeden z braci został wysłany do Kurseong. Stamtąd wysyłał entuzjastyczne listy dotyczące terenu Misji Bengalskiej. Listy te były regularnie czytane na spotkaniach Sodalicji. Pod wpływem nauk jezuity, Agnes postanowiła zostać zakonnicą i poświęcić się działalności misjonarskiej w Indiach. Zgłosiła się na ochotnika do Misji Bengalskiej i nawiązała kontakt z irlandzkimi loterankami, ponieważ pracowały one w misji.
W 1929r. jako osiemnastoletnia dziewczyna wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Boskiej Loretańskiej i wyjechała do Irlandii, a następnie do Indii. Pierwsze śluby złożyła w Loreto w 1931r. W latach 1928-48 uczyła geografii w St Mary's High School w Kalkucie, gdzie pracowała jako nauczycielka, a później dyrektorka w katolickiej szkole dla dziewcząt w Kalkucie. Ze swoich okien patrzała na umierających w skandalicznych warunkach ludzi.
W 1937 roku w Darjeeling u podnóża Himalajów złożyła śluby wieczyste.
W tym czasie była również opiekunką Córek Św. Anny, indyjskiego zgromadzenia religijnego, związanego z siostrami loterankami.
10 września 1946 podczas podróży pociągiem na rekolekcje w Darjeeling doznała natchnienia, które zmieniło jej dotychczasowe życie. Postanowiła poświęcić się "najuboższym z ubogich''. Uzyskała zgodę od przełożonej na samotne życie poza klasztorem i na pracę w slumsach Kalkuty. Jednocześnie poprosiła papieża o zezwolenie na opuszczenie zakonu. W pierwszej kolejności musiała się zwrócić do arcybiskupa Kalkuty, następnie, za jego zgodą do matki przełożonej klasztoru w Loreto o zgodę do napisania do papieża.
12 sierpnia1948 roku otrzymała zgodę Stolicy Apostolskiej na to, aby pozostać "zakonnicą nie zamkniętą", co oznacza, że miała prowadzić życie zakonne podlegając władzy arcybiskupa Kalkuty. Siostra zdjęła habit loretanek i przyjęła obywatelstwo Indii. Za ostatnie cztery rupie kupiła powszechny strój hinduskich kobiet - białą sari. Obramowała ją niebieskimi paskami, a na ramieniu przyszyła mały krucyfiks. Po paromiesięcznym intensywnym przeszkoleniu pielęgniarskim w ośrodku American Missionary Sisters, rozpoczęła swoją misję na ulicach Kalkuty. Pod koniec grudnia tego samego roku otrzymała zgodę na otwarcie pierwszej szkoły w slumsach. W pierwszej szkółce nauczała początkowo pięcioro dzieci, z czasem przybywało ich coraz więcej. Obecnie w szkołach przebywa ponad pięćset dzieci, które uczęszczają do nich regularnie. Dzieci uczone są alfabetu, podstaw nauki oraz higieny. Pierwszą podopieczną była kobieta na wpół pożarta już przez szczury i mrówki. Zakonnica próbowała zawieźć ją do szpitala, co okazało się niemożliwe ze względu na to, że chorej nie zechciano tam przyjąć. Kobieta skonała w jej ramionach, podczas przewozu do następnego szpitala. Wtedy właśnie narodziła się w niej idea pomocy umierającym. Urzędnik państwowy Michel Gomez dał do dyspozycji siostry piętro domu. Matka poszła do zarządu miasta z prośbą o udostępnienie pomieszczenia, w którym można by lokować umierających ludzi. Inspektor zdrowia zabrał ją do świątyni, poświęconej bogini Kali i wskazując na dormashalah, gdzie zazwyczaj odpoczywali uczestnicy obrzędów spytał, czy to miejsce jej odpowiada. Od tamtego czasu zaczął funkcjonować dom dla chorych. Wkrótce również dołączyła do niej jedna z uczennic szkoły loretańskiej, która przyjęła jej świeckie imię Agnieszka. Pierwsze dziesięć sióstr było uczennicami z Loreto, później zgłaszali się inni, również lekarze, pielęgniarki i nauczyciele. Z czasem ludzie widzieli, że Matka robi dużo dobrego i przynosili jej dary w naturze i pieniądzach za udzieloną pomoc.
7 października 1950 roku powstało Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości, o statusie diecezjalnym, nadanym przez Stolicę Apostolską. Siostra Teresa stała się jego przełożoną generalną - Matką założycielką. Wybranym przez nią znakiem jest wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa ze słowem, które wypowiedział przed śmiercią, "Pragnę". Członkinie Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości oprócz czystości, ubóstwa i posłuszeństwa ślubują poświęcenie życia bezinteresownemu służeniu najbiedniejszym. W 1952 r rozpoczęła działalność dobroczynną. Wszystko zaczęło się w sąsiedztwie świątyni, w której kapłani codziennie zabijali kozę, by jej krwią przebłagać boginię Kali, gdzie założyła pierwszy dom dla umierających - Nirmal Hriday, tzn. Dom Czystego Serca, będący przytułkiem dla samotnych, konających ludzi. W niedługim czasie powstało również schronisko dla opuszczonych dzieci - Shishu Bhavan.
Opieka nad trędowatymi rozpoczęła się w 1957r. kiedy to zgłosiło się do Matki Teresy pięciu trędowatych. Osoby te zostały wyrzucone z pracy i nie miały się gdzie podziać. Wówczas z pomocą przyszedł doktor Senn, specjalista od trądu, który przygotował siostry do pracy z chorymi. Dzięki pomocy ze Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii, z czasem dało się zahamować proces choroby pod warunkiem, że zostanie ona w porę wykryta. Działalność Misjonarek przyczyniła się do rozpowszechnienia informacji wśród ludzi, dzięki czemu obecnie siostry opiekują się około dziesięcioma tysiącami chorych. Osoby wyleczone mogą podjąć pracę na terenie Shanti Nagar i prowadzić własne warsztaty, co pomoże im powrócić do społeczeństwa.
W roku 1964, podczas Kongresu Eucharystycznego w Bombaju, siostra Teresa została przedstawiona papieżowi. Pod wrażeniem jej poświęcenia Paweł VI ofiarował zakonnicy limuzynę, której używał podczas pobytu w Indiach. Sprzedaż samochodu pozwoliła na sfinansowanie pierwszych obiektów Chantinabal - Miasta Pokoju - dla trędowatych. Rok później, 1 lutego 1965r. Paweł VI nadał Misjonarkom Miłości konstytucję papieskiego zgromadzenia zakonnego, dzięki czemu już w tym samym roku powstał pierwszy dom poza diecezją Kalkuty - w Wenezueli, a potem coraz więcej na całym świecie. Obecnie Misjonarki Miłości mają swoje siedziby w blisko stu trzydziestu krajach, prowadząc 440 placówek, także w Watykanie, gdzie prowadzą dom dla bezdomnych kobiet i stołówkę dla ubogich, gdzie trafiają zresztą liczni Polacy. Także Polska będzie się szczycić, że założyła tu gałąź swojego zakonu - Misjonarek Miłości.
W latach siedemdziesiątych Matka Teresa zyskała uznanie całego świata. 6 stycznia 1971r. papież Paweł VI przyznał jej Pokojową Nagrodę Papieża Jana XXIII. Cztery lata później amerykański tygodnik "Time'' dedykował jej okładkę z podpisem "Żyjący święci'', a w 1979r. król Norwegii wręczył jej Pokojową Nagrodę Nobla. Ponadto z rąk prezydenta Reagana otrzymała Medal Wolności, przemawiała z trybuny Zgromadzenia Ogólnego ONZ, stając się dla wszystkich symbolem dobra i bezinteresownej miłości. Jako jedna z pięciu osób w historii USA została mianowana honorową obywatelką USA; otrzymała również tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W sumie otrzymała ponad 80 indyjskich i zagranicznych nagród i odznaczeń.
Dom dla umierających Nirmal Hriday w Kalkucie odwiedził również papież Jan Paweł II, dnia 4 lutego 1986 roku. Papież zatrzymał się przed szkolną tablicą, na której kredą zapisany był bilans poprzedniego dnia: "3 lutego 1986. Przybyły dwie osoby, wyszło zero, umarły cztery. My robimy to dla Chrystusa''. Potem papież, oprowadzany po hospicjum przez Matkę Teresę, rozmawiał z pacjentami i osobiście karmił jednego z nich. Po tej wizycie, w uznaniu zasług misjonarki, Jan Paweł II spotykał się z siostrą Teresą wiele razy. Siostra towarzyszyła mu również w podróży do Albanii. Prawdopodobnie ich przyjaźń opierała się w dużej mierze na podobnych przekonaniach w kwestiach moralnych chrześcijan. Ona także uznawała zabijanie nie narodzonych istot ludzkich za główną przyczynę zła na świecie. Apelowała, aby kobiety donosiły ciąże i oddawały dzieci na wychowanie do sierocińców Misjonarek Miłości. Bardzo silnie wspierała Ojca Świętego także w innej drażliwej kwestii - celibatu księży. Miało to swoje znaczenie, gdyż trudno sobie wyobrazić, aby ktoś mógł oskarżać całkowicie poświęconą pracy z biednymi zakonnicę, o utwierdzanie w kościele męskiej dominacji, jak czasem czyni się to wobec Jana Pawła II.
Ważną formą duchowego wsparcia jest "Łańcuch miłości" osób, które na całym świecie ofiarowują w intencji Dzieła swoje własne cierpienia. "Potrzebuję dusz, aby modliły się i cierpiały" - powiedziała kiedyś Matka Teresa. Ma to ścisłe powiązanie z największą tajemnicą chrześcijaństwa, jaką jest nadanie sensu cierpieniu poprzez ofiarę dla innych, co jest darem dla Boga i bliźnich.
Choć może się to wydać skończoną bzdurą, zdarzały się pozbawione wszelkich skrupułów ataki na misjonarkę, głównie za sprawą włoskiego aktora Paola Villaggio, który w 1993r. na łamach postkomunistycznego dziennika opublikował artykuł, w którym porównywał Matkę Teresę do postaci takich jak Hitler i Stalin! Według niego dobro, co robiła, było motywowane osobistymi ambicjami i pragnieniem, aby zostać uznaną za świętą jeszcze za życia. Najostrzej skrytykowana została przez brytyjski program telewizyjny Channel Four, gdzie w wyemitowanym filmie "Hell's Angel" ("Anioł Piekła") oskarżono ją o przyjmowanie dotacji od takich osób jak haitański dyktator Jean-Claude Duvalier czy brytyjski magnat prasowy Robert Maxwell.
W Indiach jest ok. 50 milionów trędowatych, z czego pięćdziesięcioma tysiącami opiekuje się Zakon Sióstr Miłosierdzia. Nad łóżkiem jednego z nich wisi napis: "Jeśli masz dwa kawałki chleba, to jeden oddaj głodnemu, a drugi sprzedaj i kup sobie kwiat. Zrób coś dla swojej duszy".
Obecnie Zakon Misjonarek Miłości jest dotowany przez wiele instytucji międzynarodowych.
Podczas jednej z wizyt w Polsce, w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, Matka Teresa chciała zapoznać się z sytuacją najbardziej upośledzonych. Jej przewodniczka, siostra Maria Goretti, zaprowadziła ją między innymi na Dworzec Wschodni w Warszawie. Wśród bezdomnych wyraźnie wyróżniała się pewna niezrównoważona psychicznie kobieta, wiecznie opita denaturatem i wykrzykująca niezrozumiałe monologi. Jeden z nich skierowała do misjonarki. Po kilku minutach siostra Maria Goretti próbowała przerwać ten potok bełkotu. "Nie przeszkadzaj, to Chrystus do nas mówi" - skarciła ją Matka Teresa.
Na początku lat dziewięćdziesiątych wystosowała pismo do rządu polskiego w związku z planami zalegalizowania aborcji. Fragment z listu:
"Moi Kochani Polacy! Uczcie swoich młodych kochać Boga. Uczcie ich modlić się. A jeśli będziecie trzymać się razem, będziecie kochać się wzajemnie taką miłością, jaką Bóg kocha każdego z nas. Z całych sił starajmy się utrzymać jedność polskich rodzin. Wnośmy prawdziwy pokój w naszą rodzinę, otoczenie, miasto, kraj, w świat."
Godne podziwu są postawy misjonarek, które poświęciły swoje życie konającym bezdomnym, by w ten sposób złagodzić ich cierpienie i nadać sens ich śmierci. Choć chorych ludzi niejednokrotnie udaje się uratować, jest to kropla w morzu potrzeb. Chorym, których uda się odratować, siostry szukają jakiegoś zajęcia, innych próbują umieszczać w domach. To jednak nie wystarczy. Polityka prowadzona przez rząd nie powstrzymuje olbrzymiej umieralności dzieci. Statystyki nie pozostawiają złudzeń: na 40 000 noworodków, około 10 000 nie dożywa piątego roku życia. Co gorsza, większość zmarłych dzieci to dziewczynki, którym rodzice nie są w stanie zapewnić posagu...
Matka Teresa twierdziła, że w naszym społeczeństwie brak jest wiary, co prowadzi ludzi do samounicestwienia, załamania się podstawowych wartości.
"Brak jest wiary, ponieważ panoszy się egoizm, ludzie pragną zysku dla siebie, wyłącznie dla siebie. Wiara zaś, aby była prawdziwa, musi być miłością. Miłość i wiara chodzą w parze i uzupełniają się wzajemnie."
Droga do wiary ma prowadzić przez pomoc najuboższym. Możemy robić dla ludzi których spotykamy to, co pragnęlibyśmy robić dla Chrystusa.
"Dzisiejszy świat cierpi głód nie tylko chleba, ale przede wszystkim głód miłości, głód poczucia akceptacji, głód bycia kochanym."
Matka Teresa mówiła, że najważniejsza jest miłość, bo to jej ludzie najbardziej potrzebują, co wynika z ich samotności. Jednocześnie samotność jest tym, czego się nie dostrzega. Jedna z najpiękniejszych jej refleksji dotyczy cierpienia. Mówi, że jest ono pocałunkiem Chrystusa.
Według Matki Teresy treścią życia jest czynienie rzeczy pięknych dla Boga. Wszystko, co poświęcamy dla Boga, staje się piękne. Zakonnica przypomniała, że człowiek pożerany żywcem przez szczury i mrówki, jest naszym bliźnim, zasługującym na miłość. Potrafiła tę prostą prawdę przekazać.
Problemy Matki Teresy ze zdrowiem zaczęły się w 1989 roku, gdy przeszła operację serca i wszczepiono jej stymulator. Mimo zaleceń lekarzy nie zmieniła tempa i trybu życia. Od tego czasu często trafiała do szpitala z powodu zaburzeń rytmu serca, nawrotów malarii lub niefortunnych upadków. W 1993 r. złamała trzy żebra podczas swej wizyty w Europie, na początku 1995 r. złamała obojczyk, a pod koniec 1996 r. spędziła trzy miesiące w szpitalu w związku z chorobą serca, malarią i zapaleniem płuc. W listopadzie tego roku przeszła operację udrożnienia naczyń wieńcowych. Zakonnica uważała, że nie powinna korzystać z kosztownych badań, na które nie mógłby sobie pozwolić żaden z jej podopiecznych. Jednak, gdy lekarze zapewniali, że po kuracji będzie mogła wrócić do pracy, kapitulowała i zgadzała się na wszelkie zabiegi. Tuż przed śmiercią przedstawiła papieżowi swoją następczynię - siostrę Nirmalę.
Dnia piątego września 1997 roku Matka Teresa zmarła.
13 września, w niedzielę rano zwłoki zmarłej przewieziono do kościoła św. Tomasza w Kalkucie i umieszczono w szklanej trumnie na specjalnym podwyższeniu. Rząd Indii zdecydował, że pogrzeb Matki Teresy będzie miał charakter państwowy, zarezerwowany dla najwyższych dostojników.
Podczas modlitwy na Anioł Pański w Castel Gandolfo we Włoszech papież Jan Paweł II wspomniał o zmarłej:
"Spotkałem ją wiele razy i żyje w mojej pamięci jako maleńka postać, której całe życie było służbą dla najuboższych z ubogich, ale która zawsze była pełna niewyczerpanej energii duchowej, energii pochodzącej z miłości do Chrystusa. [...] Ta zakonnica, powszechnie znana jako matka ubogich, pozostawia wymowny przykład dla wszystkich - zarówno wierzących, jak i niewierzących".
Opinia publiczna uznała matkę Teresę za symbol ofiarnej miłości, miłosierdzia świadczonego bezinteresownie, głodnym, bezdomnym, schorowanym, trędowatym, wszystkim ludziom niechcianym, niekochanym. Dla nich była znakiem nadziei na zachowanie choćby odrobiny godności ludzkiej - często w ostatnich chwilach życia.
Na koniec warto przytoczyć słowa Matki Teresy z Kalkuty, skierowane do uczestników Międzynarodowej Konferencji ONZ na temat Zaludnienia i Rozwoju, jaka miała miejsce w Kairze w 1994 r:
"Mówię dziś do was z głębi serca - do każdego człowieka we wszystkich krajach świata (...) do matek, ojców i dzieci w miastach, miasteczkach i wsiach. Każdy z nas jest dziś tutaj dzięki miłości Boga, który nas stworzył, i naszych rodziców, którzy nas przyjęli i zechcieli obdarzyć nas życiem. Życie jest najpiękniejszym darem Boga. Dlatego z tak wielkim bólem patrzymy na to, co się dzieje w wielu miejscach świata: życie jest umyślnie niszczone przez wojnę, przemoc, aborcję. A przecież zostaliśmy stworzeni przez Boga do wyższych rzeczy - by kochać i być kochanymi. Wiele razy powtarzam - i jestem tego pewna - że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali? Jedynym, który ma prawo odebrać życie, jest Ten, kto je stworzył. Nikt inny nie ma tego prawa: ani matka, ani ojciec, ani lekarz, żadna agencja, żadna konferencja i żaden rząd. (...) Przeraża mnie myśl o tych wszystkich, którzy zabijają własne sumienie, aby móc dokonać aborcji. Po śmierci staniemy twarzą w twarz z Bogiem, Dawcą życia. Kto weźmie odpowiedzialność przed Bogiem za miliony i miliony dzieci, którym nie dano szansy na to, by żyły, kochały i były kochane? (...) Dziecko jest najpiękniejszym darem dla rodziny, dla narodu. Nigdy nie odrzucajmy tego daru Bożego".
|